piątek, 11 września 2009

Saskerland

Jadę znów na Saskerland.

Saskerland to takie miejsce "wypełnione wibracją" jak mawiają klasycy raggamuffin i faktycznie coś w tym jest. Niby to Praga, ale taka nie praska, niby Warszawa, ale nie warszawska.
Doskonałe miejsce, żeby się zaszyć i odpocząć od zgiełku i hałasu wafki, choć paradoksalnie, jest usytuowana w jej centrum.
Ale co jest w tej dzielnicy takiego charakterystycznego? Otóż w tym sęk, że Saska Kępa jest jednym z tych niewielu miejsc w stolycy, gdzie można zjeść na ulicy-jedne z najlepszych knajp i jadłodajni w mieście, to nie ściema, ani żaden lokalny patriotyzm!
-na ulicach widuje się wciąż te same gęby, co sprawia, że można poczuć się jak w małym mieście, a taki mikroklimat lubię
-bliskość Parku Skaryszewskiego, jednego z najmniej chyba zeksplorowanych parków w mieście, a jakże urokliwego i wręcz stworzonego na powolne tuptanie
-wymarzone miejsce na spacery dla tych, którzy pragną doznań estetycznych związanych z architekturą i ochoty na zaszycie się w maleńkie uliczki, gdzie czas się potrafił zatrzymać
-największa chyba w mieście ilość wszelkiego autoramentu artystów na metr kwadratowy, co widać zwłaszcza w starej części dzielnicy

Reasumując: świetne miejsce dla zalatanych ludzików XXI wieku, nie żebym się do nich zaliczał ;)

Dziś będę tam gościł całą Hurtową ekipę, mam nadzieję, ze rano będzie co zbierać..

Dobrze, że Aśka wraca i sobie pomieszkamy. Może znów zaprosimy Margolciów. Czas najwyższy trochę odpocząć od mnóstwa smutnych sytuacji z początku września, a miejscówka nad Kanałkiem jest do tego wymarzona


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz